uks blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009


A to normalnie piosenka o mnie. Brit trafiła w dziesiątkę;)

I think I did it again
I made you believe we’re more than just friends
Oh baby
It might seem like a crush
But it doesn’t mean that I’m serious
‚Cause to lose all my senses
That is just so typically me
Oh baby, baby

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

You see my problem is this
I’m dreaming away
Wishing that heroes
They truly exist
I cry, watching the days
Can’t you see I’m a fool in so many ways
But to lose all my senses
That is just so typically me
Baby, oh

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

Yeah yeah yeah yeah yeah yeah
Yeah yeah yeah yeah yeah yeah

„All aboard”
„Britney, before you go, there’s something I want you to have”
„Oh, it’s beautiful, but wait a minute, isn’t it…?”
„Yeah, yes it is”
„But I thought the old lady dropped it into the ocean in the end”
„Well baby, I went down and got it for you”
„Oh, you shouldn’t have”

Oops!… I did it again to your heart
Got lost in this game, oh baby
Oops!… You think that I’m sent from above
I’m not that innocent

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

 


Wydaje mi się, iż wielu ludzi źle postrzega słowo „przyjaciel”. Określa się nim człowieka, z którym spędza się najwięcej czasu, z którym można się pośmiać i pobawić. A tymczasem jest trochę inaczej. Prawdziwy przyjaciel to taki, na którego zawsze można liczyć. Kiedy jest Ci źle zawsze będzie z Tobą, nawet jeśli on ma świetny humor, a Ty masz doła, to będzie z Tobą. Po prostu będzie. Jeśli tego nie chcesz, nie zadaje pytań. Fajnie jest czasem pomilczeć. Nawet jak nie spotykasz go zbyt często, za to rozmawiacie przez telefon, to przez ten telefon też można sobie z nim pomilczeć.
Prawdziwy przyjaciel to taki, który bez względu na kłótnie i spory będzie Cię kochał. Powie, co myśli i na tym koniec. A nawet jeśli się do siebie nie odzywacie, kiedy potrzebujesz pomocy, zapomni o tym i pomoże Ci. Bez względu na wszystko i wszystkich. Nie obchodzi go, że może jesteś brzydka, nielubiana, masz swoje poglądy zupełnie różne. Potrzebujecie siebie nawzajem i zaspakajacie te potrzeby, i to wystarcza. Ten ktoś może być daleko, ale sercem jest blisko.

W internecie znalazłam takie fajne prawdy o przyjaciołach:) Zacytuję;)

Fałszywy przyjaciel: nazywa twoich rodziców pan/pani
Prawdziwy przyjaciel: nazywa twoich rodziców mamo/tato

Fałszywy przyjaciel: nigdy nie widział jak płaczesz
Prawdziwy przyjaciel: płacze razem z tobą

Fałszywy przyjaciel: pożycza twoje rzeczy i po chwili oddaje
Prawdziwy przyjaciel: pożycza twoje rzeczy i zapomina, że w ogóle są twoje

Fałszywy przyjaciel: wie o tobie parę rzeczy
Prawdziwy przyjaciel: mógłby napisać o tobie książkę z twoimi dokładnymi cytatami

Fałszywy przyjaciel: zostawi cię, jeśli zrobi to reszta
Prawdziwy przyjaciel: skopie reszcie tyłki za zostawienie cię

Fałszywy przyjaciel: zapuka do twoich drzwi
Prawdziwy przyjaciel: wejdzie do twojego domu z okrzykiem JUŻ JESTEM

Fałszywy przyjaciel: Jest na chwilę
Prawdziwy przyjaciel: jest na całe życie

Fałszywy przyjaciel: będzie obgadywał cię do osób, które cię obgadują
Prawdziwy przyjaciel: walnie osobę, która cię obgaduje

 ··Jeśli zostałbyś dzisiaj zamordowany, to prawdziwy przyjaciel powiedziałby: „Przepraszam cię, ale nie mógłbym być na twoim pogrzebie, bo siedziałbym w celi za zamordowanie tego gnoja, który cię zabił”

Turniej.

Brak komentarzy


Sobota była wspaniała. Cudowna. Płakałam… ze szczęścia. Najpiękniejszy dzień w moim życiu. I co tam jeszcze można powiedzieć:)
A to za sprawą Ogólnopolskiego Turnieju Piłki Nożnej Rocznika ’99 i młodsi o Puchar Wójta Gminy Raszyn. Trwał dwanaście godzin. I było niesamowicie;) Łącznie rozegrano 56. meczów.
Oto zestawienie sześciu najlepszych drużyn:
1. Promotor Górnik Zabrze
2. GKS Katowice
3. Zawisza Bydgoszcz
4. CWKS Legia Bemowo
5. UKS Lolek Łazy
6. UKS Łady
KS Raszyn zajął 9 miejsce:D I to dzięki mnie xD Noo… częściowo;) Bo to ja krzyczałam na te maluchy i w ogóle i wszyscy uważali, że nie mają szans wejść do grupy finałowej „C” a jednak weszli:D Taka jestem dumna;) No i dostałam medal;D
Było w ogóle super. Czułam się taka potrzebna i doceniana. Te mecze to sens mojego życia. W ogóle piłka nożna. Jak jest mecz to nie ma nic poza tym. Nic. Nagle znika cały świat, cała widownia, kibice, zostaje tylko piłka, zawodnicy i bramki. Od czasu do czasu można zobaczyć sędziego. Ale to takie niesamowite przyżycie. Kiedy wygrywa TA drużyna, to aż serce radość rozpiera, aż chce się krzyczeć i skakać z radości.
No i jeszcze pomogłam przy rozdawaniu medali. I w ogóle pomogłam. I jestem taka szczęśliwaaaa;D


Powinnam iść do szpitala. powinnam, bo nie wyleczę się sama. Ani nawet z pomocą tych lekarzy.
Dostałam skierowanie do szpitala psychiatrii i neurologii, Bo pani doktor stwierdziła, że po trzech miesiącach intensywnego leczenia ambulatoryjnego nie ma efektów. Wiem. Ja też to widzę. Ale nie chciałam iść. Jak to brzmi: „Gdzie byłaś przez ten rok, kiedy Cię nie było?” – „W szpitalu psychiatrycznym”. Ja wiem, że to nie oddział dla wariatów. Tylko dla anorektyczek, bulimiczek i depresjonistek. Ale czy to nie robi z nas wariatów? Właśnie to, że nie potrafimy poradzić sobie sami z sobą? To, że nie jesteśmy w stanie siebie odnaleźć? Czy to nie jest szaleństwo?
Nie wiem. Wiem, że może doprowadzić do szaleństwa.
Obejrzałam wczoraj świetny film. Smutny, ale świetny. „Przerwana lekcja muzyki”. O dziewczynie, która wylądowała w psychiatryku. Też z depresją. Tak bolało jak oglądałam, bo wiem, że ja też powinnam się tam znaleźć. Widziałam siebie zamiast niej. Mówiła moje myśli. To było… dziwne. Przerażające. Dotarło do mnie, że tam rzeczywiście mogliby mi pomóc. Jej pomogli. Choć z drugiej strony wydaje mi się, że to niemożliwe. Bo co sprawi, że odnajdę sens w życiu? Rozmowa? Tyle rozmawiam. Nie widzę przyszłości dla siebie. A jednak chciałabym być taka jak dawniej. Wesoła, żyjąca z minuty na minutę, nie przejmująca się przeszłością, szczęśliwa z samego faktu, że jest jak jest. Po prostu i bez większych pytań filozoficznych. Akceptująca wszystko i wszystkich. A coś mi nie wychodzi. Wiem, że nie mogę teraz się zabić. Bo mama miałaby kłopoty. A jeśli mam żyć… Po co mi TAKIE życie? Tak bardzo ciężkie, potworne. Kiedy boli każdy uśmiech, każde słowo. Kiedy nie chcę nic mówić, nikogo widzieć, a jednak wbrew sobie gadam i gadam, żeby wyglądało wszystko normalnie. Znowu udaję, że się śmieję. Mówię, że jest lepiej. Żeby wszyscy dali mi spokój. Ale po co? Ile tak wytrzymam? Wytrzymywałam długo, ale przede mną całe życie, całe życie mam tak udawać? Jak żyć? Co zrobić, żebym była szczęśliwa?
Dziś moimi największymi marzeniami są trzy rzeczy. A właściwie dwie, bo jedna z tych dwóch chyba może dać mi szczęście. Chciałabym mieć dziecko. Naprawdę. Kogoś, dla kogo miałabym żyć. A jak nie to kota. Dziecka na razie nie mogę mieć ze względu na wiek, mama nie chce zaadoptować ani „zrobić” mi siostrzyczki. Więc zostaje kot, którego też nie dostanę, ponieważ mama twierdzi, że mi się znudzi. Tak jak szynszyl. Tylko ona nie rozumie. Chcę mieć zwierzątko, do którego będę mogła się przytulić, wypłakać, wziąć na kolana. Szynszyla nie mogę. Gryzie ucieka. Nie okazuje uczuć. A poza tym… to był pewnien epizod, który obrzydził mi go. A więc z mojgo szczęścia nici.


Czy jest kompletnym brakiem granic? Czy może stanem tzw. „wolności narodu”? A może możnością mówienia, co się myśli?
Tak naprawdę przecież nawet w momencie wolności nie do końca możemy mówić co myślimy. Często z powodów moralnych (aby kogoś nie urazić), ale również dlatego, iż możemy być pozwani o pomówienie, zniesławienie itp. Jest jeszcze jedna możliwość. Mimo, że nie jest to zgodnie z prawem, możemy być przez nasze poglądy pobici, zlinczowani itp.
Mówi się: „żyjemy w wolnym kraju”. Ale i tak są na nas nałożone różne zakazy, nakazy itd. Oczywiście są potrzebne, inaczej zapanowałby chaos, ale jednak istnieją. Nie wszystko nam wolno.
WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA KOŃCZY SIĘ TAM, GDZIE ZACZYNA INNEGO.
A może wolność jest wiatrem, możliwością posiadania go we włosach, biegania z nim? Może jest stanem wyzwolenia duszy? Może odzywa się przez artystów, którzy wyrażają siebie przez swoje dzieła?
W gruncie rzeczy ciężko jest odkryć siebie, zajrzeć w głąb, zobaczyć co i jak, pobyć po prostu sam na sam ze sobą samym. Więc to jest duże osiągnięcie, może właśnie to jest wolność.
Może jest obcowaniem z naturą. Z roślinami i zwierzętami.
Może jest wszystkim.



Wolność
Wolność ma zapach wiatru
i Twoich włosów w pęk związanych
Smak ma bliżej nieokreślony
może coś jak słodycz wanilii
z pocałunkiem i deszczem zmieszany
Podobna jest do ptaka
albo do chmury
do mgły
do nieba
albo do skrzydeł Anioła.
I wiesz co robi wolność?
Wciąga Cię, zaprasza, woła ….
A Ty?
Biegniesz do niej
lecisz 
rozkładasz silne ramiona
depczesz progi
łamiesz granice
wciąga Cię je istota niezwykła  
nieokreślona
nieskończona
Czy lekko Ci z nią?
Czy do twarzy?
Zobacz sam wolny Człowieku
Jak ciężka jest
Jak dużo waży
I na nic nie zdadzą się silne ramiona 
ni skrzydła
ni lekkie dłonie
Wolność Cię wciąga
Wolność
Czujesz?
Twój świat tonie.
(autor nieznany).

 


Już czternastego lutego walentyki. Ale w gruncie rzeczy – co to za święto?
Moim zdaniem to komercycjne święto, które zostało wymyślone w celu marketingowym. Jest za duża przerwa pomiędzy dwoma świętami, na które kupuje się dużo gadżetów, czyli Bożym Narodzeniem a Wielkanocą.
Miłość i czułość powinniśmy okazywać sobie przez cały rok, a nie tylko w ten jeden dzień.


Miłość kosztuje? Na pewno. Ale nie o to chodzi. Jeśli się kocha, to nie powinno się liczyć pieniędzy. Miłość jest bezcenna. A kwiaty, prezenty to tylko drobne gesty, by pokazać miłość.
Lecz nie powinny być jedynymi, które wykonujemy, aby udowodnić nasze uczucia. Powinny być uzupełnieniem, a nie głównym aktem. Ich brak też nie może być w jakiś sposób wytykany. Owszem, lubimy takie słodkości od bliskiej osoby. Kiedy jednak ktoś nie ma możliwości dawania, nie można tego wymagać. Zawsze muszą być doceniane te ciepłe słowa i czyny, przytulenie, pocałunek. Choć tak mało kosztują, znaczą przecież tak wiele.


Straszny dzień dzisiaj. Bo mi się film urwał. Dokładniej było to tak. Jak jechałam już do sql to mi się zaczęło tak dziwnie w nogach robić… Tak jak wtedy, gdy traciłam władzę. Ale teraz nie straciłam chyba… Właśnie. Chyba. Ostatnie co pamiętam to jakieś roześmiane dziewczyny, które szły do sql. I później gabinet pielęgniarki. Podobno chodziłam, rozmawiałam, owszem byłam słaba, nie mogłam zbyt dobrze się ruszać, ale jakoś funkcjonowałam… Ale nic nie pamiętam. Nic. To strasznie dołujące. Straciłam dwie godziny życia.


Nie rozumiem co kościół ma przeciw zapładnianiu in vitro. Jeden ksiądz mi tłumaczył, że nie przeciw samej metodzie, ale finansowaniu przez rząd, gdyż barkuje pieniędzy na pomoc już istniejącym dzieciom chorym. Nie powinien więc wydawać pieniędzy na, przepraszam za wyrażenie, „produkcję” dzieci. Z tym się zgadzam. Tylko niestety to nie tak jest tłumaczone przez episkopat. Nie zgadzają się. I tyle. To wbrew zasadom. Tylko czym są zasady i gdzie one są, kiedy kobieta nie może mieć dziecka? Albo mężczyna? Gdzie są te zasady? – pytam. Przecież adopcja to nie to samo, co dziecko noszone pod sercem.
Na lekcji religii, kiedy omawialiśmy ten temat, katecheta powiedział: „Mężczyźnie nie robi to różnicy, czy dziecko jest adoptowane czy z probówki. I tak nie jest jego.” Ale co z kobietą? W której to dziecko żyje przez dziewięć miesięcy. W której rośnie i rozwija się. Dla którego musi wyrzec się wielu rzeczy, by mu nie zaszkodzić. Ciąża jest szczególnym czasem. W jej czasie i kilka tygodni po narodzeniu wytwarza się najsilniejsza więź pomiędzy matką a dzieckiem. Jeśli mężczyzna kocha kobietę, powinien to dla niej zrobić.
Niektórych nie stać na in vitro. Jeśli kobieta jest płodna, a mężczyzna nie, jest jeszcze jedno wyjście…
Zapładnianie przez obcych mężczyzn. Płaci im się za to, aby przespali się z daną kobietą. Fakt, niezbyt przyjemne dla męża. Ale to tylko jeden raz. Jeden. Jeśli są w stanie znieść to, myślę, że zniosą wszystko. Dla tych Panów jest to tylko sposób na życie, zarabianie pieniędzy. Aczkolwiek są potrzebni. Bo wiele par, a czasem kobiet samotnych, które pragną mieć dziecko, są ostatnią deską ratunku. Niektórzy niezgadzają się z tą metodą (a już na pewno nie kościół. Ale ten lubi się przeciwstawiać.), ale trzeba postawić się na miejscu takiej kobiety. Żyjącej w związku lub samotnie. To nie ma znaczenia. Dziecko jest dla niej najważniejszą osobą, a raczej będzie, kiedy się urodzi. Jest jej potrzebne, by nadać sens jej życiu, cel, jest osobą, na którą może przelać całą miłość. Nie odbierajmy jej tego.


Nie wiem co się dzieje, ale mam świetny humor:) Choć… w sumie to wiem. Leki. Takie na lepszy humor. Czyli na depresję.
Ale wolę nie odbierać tego w ten sposób. Nie chcę się w to zagłębiać. Ważnę, że znowu się śmieję:D
Dostałam dziś piąteczkę z historii;D Normalnieee;D Zaskok;) Bo JA i PIĄTKA z HISTORII???? To dosyć nieprawdopodobne. A jednak;) Udało się;)
Poza tym wszystkim jutro piątek, potem weekend, jadę do Oli,xD
DA! Zapomniałam;) Turab. Tak, ten co podpalił włosy koleżance. To ze mną znów wracał. Nie za bardzo wiem, jak się od niego uwolnić. Bo… Nie jest taki zły, ale nie chcę sobie psuć opinii… Zaraz się zacznie, że ja też pewnie palę, piję, ćpam itd. Więc, wolę tego uniknąć. Już mi wychowawczyni zwróciła uwagę… Nie chcę, żeby jeszcze raz nas zobaczyła…


  • RSS
  • RSS