Lubię prowokować. Kręci mnie to. Nic na to nie poradzę.
Nie chodzi mi o  jakieś stałe związki, nic z tych rzeczy. Kocham jedną osobę. Tak mi się wydaje. Ale lubię, kiedy faceci zawieszają na mnie wzrok, spoglądają na mój tyłek, kiedy siedzę w autobusie, puszczają oczka w Macu albo krzyczą z samochodu na mój widok. Itp.

 
Wkurza mnie tylko, jak ktoś nie chce na tym poprzestać. Jeśli mi się podoba, to okey. Ale jak nie… Prośby o spotkania, nieustanne smsy… Ja się tylko bawię. Taki mały flirt to nic złego. Niezobowiązujący. Przelotny.