uks blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2009


Byłam wczoraj w kościele. Jest teraz biały tydzień… Widziałam te podekscytowane kościołem, gośćmi, koleżankami i kolegami, a może w niektórych przypadkach Chrystusem przyjętym do serca, dziewczynki. Uśmiechnięte, szczęśliwe, wierzące. I zastanawiałam się kiedy ja taka byłam. Bo wydaje się, że to było wczoraj. Kiedy zdążyłam zmienić się w tą dziewczynę, którą jestem teraz? W którym momencie mężczyźni zaczęli oglądać się za mną na ulicy? Patrzeć na mnie nie jak na dziecko, tylko kobietę? Składać mi niemoralne propozycje, bardziej lub mniej otwarcie, ale zawsze? Kiedy obcy faceci zaczęli prosić mnie o numer telefonu? Kiedy zaczęli mnie całować? Przecież jeszcze wczoraj byłam tą niewinną dziewczynką…

A w którym momencie JA zaczęłam prowokować? Patrzeć prosto w oczy? „Łapać kontakty wzrokowe? Bawić się facetami? Odwzajemniać pocałunki? Kiedy zaczęłam przeklinać?

Kiedy przestałam wierzyć w Boga? I kiedy zaczęłam znowu ufać Bogu? Kiedy przestałam bezgranicznie wierzyć w to, co mi mówiono? Kiedy zaczęłam zadawać pytania, drążyć? Kiedy zaczęłam dyskutować? Kiedy postanowiłam mieć własne zdanie i trzymać się tego?

Co się stało przez ten czas? Dzieciństwo zniknęło bezpowrotnie?

Chciałabym być znowu dzieckiem. Bawić się na podwórzu. Nie musieć podejmować decyzji. Żyć chwilą. Nie mieć zmartwień. Nie wiedzieć o wielu rzeczach.

Teraz już nikt mnie nie chce chronić. Ludzie mówią mi jak jest. A ja… chciałabym czasem usłyszeć kłamstwo i w nie uwierzyć. Jak mała dziewczynka beztrosko pobawić się lalkami, tworząc im świat, jaki sama chciałabym mieć.

To wszystko jest jak jeden dzień, w którym dzieje się tak dużo, iż w pewnym momencie już nie wiesz, co było wczoraj, co przedwczoraj, przedwczoraj co zdarzyło się dzisiaj.

Życie jest zdecydowanie za trudne.


To pomaga. Nie wiem jak. To akt autodestrukcji. Masochizmu. Potworny. Bolesny.

Pozwala przelać ten ból psychiczny na fizyczny. Łatwiej sobie poradzić z piekącą ręką niż poczuciem winy. W jakiś banalny, paradoksalny i niepojęty sposób pozwala go tam zostawić, w tej sznycie. Wymywa go krew.

Nie tnę się dla zasady. Bo tak robią emo. Albo z innych idiotyczny pobudek. Po prostu za ciężko jest mi sobie poradzić z tym wszystkim. A najciężej z samą sobą. Robię rzeczy, których żałuję. I jednocześnie nie żałuję.

Ciężko to wytłumaczyć.

Tak jak niektórym pomaga krzyk. Innym bicie kogoś. Tak mi to. I, moim zdaniem, jest najlepszym z tych sposobów, bo niszczę tylko i wyłącznie samą siebie…


  • RSS
  • RSS