uks blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2010


Coś czuję, że depresja zaczyna się znów do mnie dobierać. W zeszłym roku zwalczałam ją systematycznie drinkiem po szkole, w tym raku ta opcja nie wchodzi w grę. Już wtedy były momenty kryzysu, ale zaczęło się to zdecydowanie później, bo gdzieś w lutym… A teraz mamy wrzesień i wiem, że nie wytrwam, jeśli teraz się poddam. A czuję, że nie będzie łatwo, bo mnie przytłacza to wszystko już. Może trochę wpływu miało na to rozstanie z Wikim, ale jednak to nie powód, żeby znowu pójść na dno i tracić kolejne lata życia, bo i tak jest ono za krótkie.

Dlatego postanowiłam wziąć się za siebie. Nie zważając na koszty. Rozpoczęłam od zmiany tapety na ekranie mojego laptopa (dokładniej: zrobię to po zakończeniu pisania tej notki i wklejania do niej megapozytywnych zdjęć). Mam zamiar ubierać się jak kobieta i czuć jak kobieta, bo to lubię. Mam zamiar umyć samochód, bo nawet do tego nie mogę się zebrać. Mam zamiar robić sobie zabiegi pielęgnacyjne na możliwie wszystkie części mojego ciała, żeby poczuć się atrakcyjnie. Mam zamiar pójść do dermatologa, patrz punkt wcześniej. Piękno to pewność siebie. Uznam, że jest to wymienne. Jeśli poczuję się piękna, poczuję się też pewna siebie i szczęśliwsza, bo nie ukrywam, że wygląd był i jest dla mnie niezwykle ważny (pomimo, że wypierałam się tego faktu przez długie lata). Zacznę czytać wartościowe książki, co w sumie nie będzie wielką zmianą. Zacznę się uczyć i czytać naukowe magazyny, bo nie ma nic seksowniejszego niż inteligentna kobieta. Zacznę wychodzić, robić sobie zajebiste weekendy z jedną osobą, zapadając się pod ziemię dla innych. Takie mam plany. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ale trzymam kciuki, żeby wyszło, bo inaczej może dojść do tragedii… i nie jest to hiperbola.


bn


Coraz częściej czuję nutkę cynizmu, ironii i sarkazmu w moim głosie. Może nie nutkę… całą gamę. Ludzie mnie wkurwiają, zwierzęta również. Pogoda też zostawia wiele do życzenia. Co nie znaczy, że przestałam się śmiać czy straciłam poczucie humoru. Z tym, że śmieję się trochę inaczej. Zastanawiam się, co mnie zmieniło. Wydarzenia związane z kochanymi skurwielami, których spotkałam na swojej drodze życia? A może stałam się inteligentna? Wiek? Widzę, że się starzeję, bo coraz więcej moich znajomych zamieszcza zdjęcia ze ślubów na fejsbuku, ale żeby aż tak? A może moja praca wakacyjna (opiekowałam się czteroletnim, ale jakże wrednym, nieznośnym, zawziętym i podłym Bartusiem)? Wpływ środowiska gimnazjalnego (mimo, iż jestem w liceum, może właśnie teraz wychodzi ze mnie to, czym nasiąkłam przebywając w towarzystwie bogatych, rozpuszczonych i wrednych dzieciaków)? A może to, że teraz jestem jedną z ładniejszych, bogatszych i lepiej ubranych osób w szkole? Za dużo naoglądałam się „Plotkary” lub przeczytałam za dużo książek o tym samym tytule? Za bardzo zaczęłam osadzać sytuacje, w których znajdują się bohaterowie w moim życiu (choć miałam ku temu powody – bardzo realne zdrady, przyjaciółka z chłopakiem przyjaciółki, konflikt pokoleń i nagły obrót spraw. A co do zdrady to nawet kolor włosów się zgadzał… ;) )?

Nieważne. Może kiedyś do tego dojdę, tak jak doszłam do tego, iż w ogóle coś podobnego się ze mną dzieje. Mam tylko nadzieję, że przestaję się tak beztrosko bawić życiem, tak jak potrafiłam kiedyś. Bo twierdziłam, że to się nigdy nie zdarzy, że ja nigdy nie spoważnieję.

 


Czas wcale nie zna się na bliznach.




Byłam z Wiktorem. Niedługo, tak konkretnie to nawet nie wiem od kiedy i do kiedy. Wszystko było tak… bez wyraźnych granic.

Zaczęło się przed moim wyjazdem w bieszczady, na pięć dni. Siatkówka, spotkania, później na faja. Widywaliśmy się często, kilka lub kilkanaście razy dziennie, choć przez chwilę. Ja miałam 16 lat, on 19. To były wakacje, lipiec-sierpień 2010. W lipcu pracowałam jako opiekunka do dziecka, sierpień miałam wolny. Wiktor pracował cały czas, ale w trakcie pracy podjeżdżał choć na chwilę, żeby się ze mną zobaczyć, ‚na buziaka’, papierosa itp. Poznał Magdę, ale nie było jakoś o niej tematu. A później wyjechałam. Z Anką i z Magdą. Boże, sama nie wiem co czułam. Z jednej strony coś do niego, a z drugiej nie byłam tego pewna, przynajmniej tak było w momencie wyjazdu. Wiktor był trochę na początku odegraniem się na moim poprzednim facecie, Adrianie, który w momencie, kiedy podejrzewałam ciążę (z nim, oczywiście), powiedział mi: „Spadaj na bambus.” Lecz, kiedy byłam oddalona od Wiktora prawie czterysta kilometrów zrozumiałam, że mi zależy. Tak strasznie tęskniłam. On dzwonił, pisał prawie non stop. Mówił, że też tęskni, że mu na mnie chyba w związku z tym zależy, że strasznie chce żebym wróciła. I wróciłam… Spotkaliśmy się od razu pierwszego dnia. Coś tam czułam, on chyba też. Nie było pocałunku, choć po spotkaniu dostałam smsa, że tego chciał, ale jakoś nie miał odwagi, że nie wyszło. Kazałam próbować dalej;) Następnym razem spróbował jeszcze raz. Skutecznie. Później były spotkania z jego znajomymi, wyjazdy na działkę, do jego mamy i rodzeństwa, załatwianie wspólnie spraw. Praktycznie cały czas spędzaliśmy razem; po pracy, a w trakcie pracy tyle, ile się działo. Wszędzie uchodziłam za jego dziewczynę, ale dopiero gdzieś po półtora tygodnia wywiązała się rozmowa na ten temat. Po naszym pierwszym wspólnym razie w samochodzie, w drodze do jego mamy. Następne dni nadal były zajebiste, nie czułam monotonii czy znudzenia. Wszystko było takie wspólne i takie naturalne. I pewnego razu wszystko zaczęło się psuć. Nie wiem dlaczego. To znaczy teraz wiem, wtedy nie wiedziałam. Pytałam, co się dzieje, ale zawsze dostawałam jakąś zręczną wymówkę. Źle się czuję, mam zły dzień, jestem zmęczony. Rozumiałam wszystko, ale traktowanie mnie przez niego przy Magdzie przechodziło ludzkie pojęcie. Brak szacunku, olewanie, wręcz dogryzanie czasem. Za którymś razem nie wytrzymałam. Oczywiście, przy Magdzie. Siedziałam, a z oczu zaczęły cieknąć mi łzy. To było na podwórku u Wiktora… Wybiegłam, wsiadłam do samochodu i pojechałam. Zostawiłam Magdę, nie myślałam o niej. Za chwilę wysłałam jej smsa ‚Przepraszam, nie mogę przy nim płakać.’ . Byłam tak zdenerwowana, że rozpieprzyłam rusztowanie na naszej ulicy (bo mieszkaliśmy z Wiktorem na tej samej). Wróciłam jak się trochę opanowałam, na chwilę. Wzięłam Magdę i pojechałyśmy. Powiedziała, że rozmawiała z Wiktorem i że on powiedział jej, iż jemu zależy tylko na przyjaźni ze mną, że on chyba jednak nic do mnie nie czuje. Miło, nie? Biorąc pod uwagę, że mnie tłumaczył się złym dniem… A później było tylko gorzej. Pojechałam do niego i zarządałam rozmowy. Zgodziliśmy się, że coś jest nie tak, to już sukces. Powiedział (to znaczy nie on, tylko ja, bo twierdził, że jemu to przez gardło nie przejdzie), żebyśmy zostali przyjaciółmi, bo on jest skurwysynem i mnie zrani. I w tym miejscu popełniłam największy błąd w moim życiu. Popłakałam się. Później to zapijałam z Magdą i mamą. Magda stwierdziła, że najlepiej by było, gdyby przyjechał i byłoby tak, jak wcześniej. Przyjechał. na chwilę, bo miał kurs. Później spotykaliśmy się rzadziej. Następnie znów coraz częściej. Aż pewnego razu powiedział, że chce się zmienić. Że chce wrócić do mnie, musi tylko odstawić kolegów, wyjść trochę z długów, poskładać swoje życie. Ja, głupia, wierzyłam mu. W związku z tym, że chce odstawić kolegów, to musi ich trochę oszukiwać, więc lepiej, żebym NIKOMU nie mówiła, że się spotykamy. Tak będzie bezpieczniej. Nawet Magdzie, bo ona przez telefon rozmawiała z jakimś jego kolegą, i ma jego numer i mogłaby się wygadać, a jej po wódce się język rozwiązuje, etcetera, etcetera… Koniec końcem na dożynkach gminnych wszystko się poskładało w jedną całość. Spotykał się z Magdą, nawet do Matki ją przywiózł… Wyjaśniło się, dlaczego kazała mu z domu wypierdalać. Uprzedzała go, że jak mnie zrani to ma się wyprowadzić. A dowiedziałam się w tak beznadziejny sposób… Najpierw jego sześcioletnia siostra wystartowała do Magdy ‚A, to TY! Ty byłaś u nas w tym tygodniu!’. Później po kolei zaczęli wygadywać się coraz bardziej pijani koledzy Wiktora. Magda jednemu z nich powiedziała, że inny się sprzedaje, a Daniel kazał jej spierdalać, bo ja jestem zajebista, a ona jest suką i nie chce jej więcej widzieć. Nie wiedziałam o co chodzi, ale nie mogłam zapytać, bo podsłuchiwałam. Na samym końcu, jak już Magda zorientowała się, że i tak się wyda, powiedziała mi wszystko. Ryczałam, bolało  mnie serce, wszystko naraz. Okłamywali i zdradzali mnie oboje.

 

Teraz minęło kilka tygodni od tych wszystkich wydarzeń, a konkretniej od ich zakończenia. A wczoraj miałam sen, że Wiktor chce do mnie wrócić. We śnie wniebowzięta się zgodziłam, a co gorsza – po obudzeniu szczerze żałowałam, że to był sen. Boże! Ja, z moim zdecydowaniem? Że jeśli facet mnie zrani, to nie ma odwrotu? Za każdym razem powtarzałam, że jestem silna, że facet niech spierdala itd. A teraz co? Czyżbym naprawdę się zakochała?


książka.

Brak komentarzy


Chciałabym napisać książkę. Wejść do sklepu, zobaczyć na okładce swoje nazwisko, a pod nim taką dołożoną karteczkę z napisem „BESTSELLER!”. To musi być zajebiste uczcucie, kiedy dostajesz list od wydawnictwa, że Twoja wyobraźnia podbiła ich serca. Niedoścignione marzenie. Ale chcę spróbować. I bloga też chcę częściej pisać. Tak po prostu.



  • RSS
  • RSS