bn


Coraz częściej czuję nutkę cynizmu, ironii i sarkazmu w moim głosie. Może nie nutkę… całą gamę. Ludzie mnie wkurwiają, zwierzęta również. Pogoda też zostawia wiele do życzenia. Co nie znaczy, że przestałam się śmiać czy straciłam poczucie humoru. Z tym, że śmieję się trochę inaczej. Zastanawiam się, co mnie zmieniło. Wydarzenia związane z kochanymi skurwielami, których spotkałam na swojej drodze życia? A może stałam się inteligentna? Wiek? Widzę, że się starzeję, bo coraz więcej moich znajomych zamieszcza zdjęcia ze ślubów na fejsbuku, ale żeby aż tak? A może moja praca wakacyjna (opiekowałam się czteroletnim, ale jakże wrednym, nieznośnym, zawziętym i podłym Bartusiem)? Wpływ środowiska gimnazjalnego (mimo, iż jestem w liceum, może właśnie teraz wychodzi ze mnie to, czym nasiąkłam przebywając w towarzystwie bogatych, rozpuszczonych i wrednych dzieciaków)? A może to, że teraz jestem jedną z ładniejszych, bogatszych i lepiej ubranych osób w szkole? Za dużo naoglądałam się „Plotkary” lub przeczytałam za dużo książek o tym samym tytule? Za bardzo zaczęłam osadzać sytuacje, w których znajdują się bohaterowie w moim życiu (choć miałam ku temu powody – bardzo realne zdrady, przyjaciółka z chłopakiem przyjaciółki, konflikt pokoleń i nagły obrót spraw. A co do zdrady to nawet kolor włosów się zgadzał… ;) )?

Nieważne. Może kiedyś do tego dojdę, tak jak doszłam do tego, iż w ogóle coś podobnego się ze mną dzieje. Mam tylko nadzieję, że przestaję się tak beztrosko bawić życiem, tak jak potrafiłam kiedyś. Bo twierdziłam, że to się nigdy nie zdarzy, że ja nigdy nie spoważnieję.