uks blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2010

Poddaję się. Nie mam już siły walczyć. Wesołe piosenki nie pomagają, filmy z happy endem jeszcze bardziej dołują. Nie chce mi się wstawać z łóżka. Powinnam ładnie się ubrać i gdzieś wyjść; założyć szpilki i ściągać męskie spojrzenia. To pomoże, choć na chwilę. Ale jestem chora i nie mogę. Boję się, że po chorobie mogę już nie dać rady…
TO wraca. Ze zdwojoną siłą. I nie mogę sobie z tym poradzić. Do lekarza też nie mogę pójść. Bo co ja powiem? „Dzień dobry, czuję, że zaczyna mnie brać depresja.”? Bez sensu.
To taki potwór. Milion razy gorszy od tego w horrorach. Horror można wyłączyć. Życia nie przestawisz na inny kanał. Trzeba czekać. Trzeba walczyć.
Piszę w nadziei, że mi to pomoże. Może chociaż to. Może przeczytam za kilka tygodni. Zanalizuję. Sama się wyleczę. Wątpliwe. Ale wszystkiego muszę próbować. To nie jest wołanie o pomoc. Nie chcę, żeby znalazł mój pamiętnik czy włamał się na mojego bloga i uratował książę na białym koniu, bo w bajki już od dawna nie wierzę. Tak po prostu robię, bez większego celu. Czyli jak większość rzeczy w moim życiu.


Ostatnio tak ostatecznie wyleczyła mnie M. Wakacje 2009. Była ‚lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok’. Teraz lek okazał się trucizną. Nadzieja znowu zagrała mi na nosie; przy
była zgasić ogień, który wskrzesiła.
„Niebo miało piękny odcień błękitu, ale tuż nad nim wisiała wielka szara chmura. Typowe.”

Minął miesiąc od mojego rozstania z W, a nie boli wcale mniej. Ani odrobinę. Znowu płaczę, kolejną już noc i czuję, że to choć trochę przez niego. Owszem, w dużym stopniu to to moje ogólne rozbicie, depresja etcetera. Ale tęsknię za nim. Chciałabym go po prostu mieć dla siebie i obok siebie, bo tyle mi wystarczało. Dawałam wszystko, co mogłam dać, a w zamian za to oczekiwałam tylko tyle… Jak widać za dużo. Już obwiniam za to M. Na początku tak nie było, ale po tych wszystkich nocnych analizach wiem, że miała w tym swój udział. Wszyscy widzieli, że podrywa W. Wszyscy, tylko nie ja. Naiwna.


Nawet jeśli wydawało mi się, że się pozbierałam – to była pomyłka.
Myślałam, że jak Magda wyjedzie to zadrży Ziemia, niebo stanie się krwistoczerwone, czy co tam jeszcze; myślałam, że razem z nią wyjadą moje problemy, smutek, wszystkie wspomnienia i ta cholerna pustka… Nic z tych rzeczy się jednak nie stało. Wręcz przeciwnie – wróciły obrazy, zapachy. Wiktor, Magda, Adrian, siatkówka, Zielonka, menelnia… „Wielka Miłość”, „Maria”, „We no speak Americano”, „Zając Poziomka”… Obietnice, ostrzeganie W przez M, żeby mnie nie skrzywdził. Łamanie ich. Znowu płaczę.
Od kilku tygodni mam tak beznadziejny nastrój, że już nie potrafię z nim walczyć. Boję się, że tym razem też stracę czas, ludzi. Nowa szkoła, nowi znajomi, dobrze zaczęłam, ale depresja może to wszystko spieprzyć, tak jak spieprzyła w gimnazjum. Nie chcę tego, ale znowu płaczę. Płaczę.


  • RSS
  • RSS