Minął miesiąc od mojego rozstania z W, a nie boli wcale mniej. Ani odrobinę. Znowu płaczę, kolejną już noc i czuję, że to choć trochę przez niego. Owszem, w dużym stopniu to to moje ogólne rozbicie, depresja etcetera. Ale tęsknię za nim. Chciałabym go po prostu mieć dla siebie i obok siebie, bo tyle mi wystarczało. Dawałam wszystko, co mogłam dać, a w zamian za to oczekiwałam tylko tyle… Jak widać za dużo. Już obwiniam za to M. Na początku tak nie było, ale po tych wszystkich nocnych analizach wiem, że miała w tym swój udział. Wszyscy widzieli, że podrywa W. Wszyscy, tylko nie ja. Naiwna.