Nawet jeśli wydawało mi się, że się pozbierałam – to była pomyłka.
Myślałam, że jak Magda wyjedzie to zadrży Ziemia, niebo stanie się krwistoczerwone, czy co tam jeszcze; myślałam, że razem z nią wyjadą moje problemy, smutek, wszystkie wspomnienia i ta cholerna pustka… Nic z tych rzeczy się jednak nie stało. Wręcz przeciwnie – wróciły obrazy, zapachy. Wiktor, Magda, Adrian, siatkówka, Zielonka, menelnia… „Wielka Miłość”, „Maria”, „We no speak Americano”, „Zając Poziomka”… Obietnice, ostrzeganie W przez M, żeby mnie nie skrzywdził. Łamanie ich. Znowu płaczę.
Od kilku tygodni mam tak beznadziejny nastrój, że już nie potrafię z nim walczyć. Boję się, że tym razem też stracę czas, ludzi. Nowa szkoła, nowi znajomi, dobrze zaczęłam, ale depresja może to wszystko spieprzyć, tak jak spieprzyła w gimnazjum. Nie chcę tego, ale znowu płaczę. Płaczę.