uks blog

Twój nowy blog


Byłam z Wiktorem. Niedługo, tak konkretnie to nawet nie wiem od kiedy i do kiedy. Wszystko było tak… bez wyraźnych granic.

Zaczęło się przed moim wyjazdem w bieszczady, na pięć dni. Siatkówka, spotkania, później na faja. Widywaliśmy się często, kilka lub kilkanaście razy dziennie, choć przez chwilę. Ja miałam 16 lat, on 19. To były wakacje, lipiec-sierpień 2010. W lipcu pracowałam jako opiekunka do dziecka, sierpień miałam wolny. Wiktor pracował cały czas, ale w trakcie pracy podjeżdżał choć na chwilę, żeby się ze mną zobaczyć, ‚na buziaka’, papierosa itp. Poznał Magdę, ale nie było jakoś o niej tematu. A później wyjechałam. Z Anką i z Magdą. Boże, sama nie wiem co czułam. Z jednej strony coś do niego, a z drugiej nie byłam tego pewna, przynajmniej tak było w momencie wyjazdu. Wiktor był trochę na początku odegraniem się na moim poprzednim facecie, Adrianie, który w momencie, kiedy podejrzewałam ciążę (z nim, oczywiście), powiedział mi: „Spadaj na bambus.” Lecz, kiedy byłam oddalona od Wiktora prawie czterysta kilometrów zrozumiałam, że mi zależy. Tak strasznie tęskniłam. On dzwonił, pisał prawie non stop. Mówił, że też tęskni, że mu na mnie chyba w związku z tym zależy, że strasznie chce żebym wróciła. I wróciłam… Spotkaliśmy się od razu pierwszego dnia. Coś tam czułam, on chyba też. Nie było pocałunku, choć po spotkaniu dostałam smsa, że tego chciał, ale jakoś nie miał odwagi, że nie wyszło. Kazałam próbować dalej;) Następnym razem spróbował jeszcze raz. Skutecznie. Później były spotkania z jego znajomymi, wyjazdy na działkę, do jego mamy i rodzeństwa, załatwianie wspólnie spraw. Praktycznie cały czas spędzaliśmy razem; po pracy, a w trakcie pracy tyle, ile się działo. Wszędzie uchodziłam za jego dziewczynę, ale dopiero gdzieś po półtora tygodnia wywiązała się rozmowa na ten temat. Po naszym pierwszym wspólnym razie w samochodzie, w drodze do jego mamy. Następne dni nadal były zajebiste, nie czułam monotonii czy znudzenia. Wszystko było takie wspólne i takie naturalne. I pewnego razu wszystko zaczęło się psuć. Nie wiem dlaczego. To znaczy teraz wiem, wtedy nie wiedziałam. Pytałam, co się dzieje, ale zawsze dostawałam jakąś zręczną wymówkę. Źle się czuję, mam zły dzień, jestem zmęczony. Rozumiałam wszystko, ale traktowanie mnie przez niego przy Magdzie przechodziło ludzkie pojęcie. Brak szacunku, olewanie, wręcz dogryzanie czasem. Za którymś razem nie wytrzymałam. Oczywiście, przy Magdzie. Siedziałam, a z oczu zaczęły cieknąć mi łzy. To było na podwórku u Wiktora… Wybiegłam, wsiadłam do samochodu i pojechałam. Zostawiłam Magdę, nie myślałam o niej. Za chwilę wysłałam jej smsa ‚Przepraszam, nie mogę przy nim płakać.’ . Byłam tak zdenerwowana, że rozpieprzyłam rusztowanie na naszej ulicy (bo mieszkaliśmy z Wiktorem na tej samej). Wróciłam jak się trochę opanowałam, na chwilę. Wzięłam Magdę i pojechałyśmy. Powiedziała, że rozmawiała z Wiktorem i że on powiedział jej, iż jemu zależy tylko na przyjaźni ze mną, że on chyba jednak nic do mnie nie czuje. Miło, nie? Biorąc pod uwagę, że mnie tłumaczył się złym dniem… A później było tylko gorzej. Pojechałam do niego i zarządałam rozmowy. Zgodziliśmy się, że coś jest nie tak, to już sukces. Powiedział (to znaczy nie on, tylko ja, bo twierdził, że jemu to przez gardło nie przejdzie), żebyśmy zostali przyjaciółmi, bo on jest skurwysynem i mnie zrani. I w tym miejscu popełniłam największy błąd w moim życiu. Popłakałam się. Później to zapijałam z Magdą i mamą. Magda stwierdziła, że najlepiej by było, gdyby przyjechał i byłoby tak, jak wcześniej. Przyjechał. na chwilę, bo miał kurs. Później spotykaliśmy się rzadziej. Następnie znów coraz częściej. Aż pewnego razu powiedział, że chce się zmienić. Że chce wrócić do mnie, musi tylko odstawić kolegów, wyjść trochę z długów, poskładać swoje życie. Ja, głupia, wierzyłam mu. W związku z tym, że chce odstawić kolegów, to musi ich trochę oszukiwać, więc lepiej, żebym NIKOMU nie mówiła, że się spotykamy. Tak będzie bezpieczniej. Nawet Magdzie, bo ona przez telefon rozmawiała z jakimś jego kolegą, i ma jego numer i mogłaby się wygadać, a jej po wódce się język rozwiązuje, etcetera, etcetera… Koniec końcem na dożynkach gminnych wszystko się poskładało w jedną całość. Spotykał się z Magdą, nawet do Matki ją przywiózł… Wyjaśniło się, dlaczego kazała mu z domu wypierdalać. Uprzedzała go, że jak mnie zrani to ma się wyprowadzić. A dowiedziałam się w tak beznadziejny sposób… Najpierw jego sześcioletnia siostra wystartowała do Magdy ‚A, to TY! Ty byłaś u nas w tym tygodniu!’. Później po kolei zaczęli wygadywać się coraz bardziej pijani koledzy Wiktora. Magda jednemu z nich powiedziała, że inny się sprzedaje, a Daniel kazał jej spierdalać, bo ja jestem zajebista, a ona jest suką i nie chce jej więcej widzieć. Nie wiedziałam o co chodzi, ale nie mogłam zapytać, bo podsłuchiwałam. Na samym końcu, jak już Magda zorientowała się, że i tak się wyda, powiedziała mi wszystko. Ryczałam, bolało  mnie serce, wszystko naraz. Okłamywali i zdradzali mnie oboje.

 

Teraz minęło kilka tygodni od tych wszystkich wydarzeń, a konkretniej od ich zakończenia. A wczoraj miałam sen, że Wiktor chce do mnie wrócić. We śnie wniebowzięta się zgodziłam, a co gorsza – po obudzeniu szczerze żałowałam, że to był sen. Boże! Ja, z moim zdecydowaniem? Że jeśli facet mnie zrani, to nie ma odwrotu? Za każdym razem powtarzałam, że jestem silna, że facet niech spierdala itd. A teraz co? Czyżbym naprawdę się zakochała?


książka.

Brak komentarzy


Chciałabym napisać książkę. Wejść do sklepu, zobaczyć na okładce swoje nazwisko, a pod nim taką dołożoną karteczkę z napisem „BESTSELLER!”. To musi być zajebiste uczcucie, kiedy dostajesz list od wydawnictwa, że Twoja wyobraźnia podbiła ich serca. Niedoścignione marzenie. Ale chcę spróbować. I bloga też chcę częściej pisać. Tak po prostu.



Gdyby trzy lata temu ktoś powiedział mi, że będzie tak jak jest, wysłałbym go na leczenie.
Będę się PRZYJAŹNIĆ z G? Zakocham się w W? Moje depresja do tego stopnia odetnie mnie od ludzi, że przegapię dwa lata życia? Pójdę sama na bal? Będę nosić wysokie obcasy i się malować? Będę słuchać rapu!? W najbliższym czasie będę palić, pić, imprezować? Będę zadawać się z ‚elitką’ szkolną? Wyprowadzę się w domu? Zrobię prawo jazdy? Nie! To niemożliwe.
Trzy lata temu planowałam, że będę z T, żeby z nim iść na bal. Głupota. W życiu bym nie powiedziała, że zwrócę uwagę na W. I tak dalej. Nigdy bym nie pomyślała….

Melancholijnie.

Brak komentarzy


Zabijam się. Powoli i systematycznie, jednocześnie udając, że wszystko jest w porządku, tak jak dawniej, prowokując i kokietując. Udając, że znów jestem taka jak kiedyś – beztroska, wolna i szalona. Udając, że nie kocham i nie chcę być kochana. Chamska i uprzejma, delikatna i ostra, miła i wredna, dziewczęca i męska. Nikt nie wie jaka naprawdę jestem. Chyba nawet ja sama tego nie wiem. Moje destrukcyjne pociągi wciąż się odzywają. Nie niszczę się w widoczny i oczywisty sposób, tylko po cichu, w ukrytości i tajemnicy. Z chirurgiczną precyzją zabijam każdą cząstkę mojej duszy, aż naprawdę nie zostanie zupełnie nic, aż będę samym ciałem, jak większość innych ludzi. Żyjący, bo żyjący. Samowystarczalnie. Bez wyższych uczuć. Nie myślący o sensie tego co robią. Machinalnie wykonując wszystko. Może pewnego dnia i ta machinalność będzie mi sprawiała trudność. Może znowu przyjdzie dzień, kiedy przestanę zakładać maskę, a później, dla świętego spokoju, znów ją założę. I tak od nowa. Błędne koło. Pętla.
Ale nie widzę nic innego. Innych możliwości. Opcji przyszłości.
Chyba, że ktoś mi naprawdę pomoże. Tylko sama nie wiem jak, więc ta osoboa musi poznać mnie lepiej niż ja sama siebie znam. I musi mieć więcej cierpliwości niż ja sama do siebie mam.


Przekleństwa nie byłyby przekleństwami, gdyby ludzie tego nie wymyślili. Byłyby to normalne słowa wyrażające mocne uczucia, jak „super”, „fajnie”, „kurczę” itp.
To właśnie ludzie reagując alergicznie na zaobserwowane u innych wulgaryzmy wzmocniły ich znaczenie. Inaczej nikt nie zwróciłby na to nawet uwagi, a i nie kusiłyby tak w używaniu.
Moim zdaniem powinno się puścić płazem przeklinanie, a po kilku latach granica wulgaryzmów by się zatarła. Już teraz w młodszym pokoleniu nie jest ona wyraźna, przekleństw używa się na równi z mową codzienną.

Zakazany owoc.

Brak komentarzy


Nastolatki uprawiają i będą uprawiały seks. Nie wszyscy, ale większość. Zabezbieczają się głównie prezerwatywami i niemożność dostania ich zwiększy ilość niechcianych ciąż, bo zakazany owoc lepiej smakuje. Wielu młodych ludzi sięga po papierosy i alkohol, nie mówiąc już o narkotykach. Tak samo, kiedy seks będzie czymś całkowicie zakazanym, młodzież koniecznie będzie chciała spróbować. Bo to coś innego. Ciekawego. No i skoro zabraniają, to znaczy, że trzeba się zbuntować i zrobić na złość. Ach, jaka to przyjemność wiedzieć, że robi się coś wbrew zakazom! A jak dorośli wspominają coś na ten temat, nieświadomi o świadomości małolat – jaki ubaw!
To zadziała jak samonapędzający się motorek.


Bycie kobietą nie ułatwia życia. Wciąż jest utarty stereotyp pracującego mężczyzny i kobiety w kuchni. Często są problemy z przyjęciem do pracy, bo „urodzi pani dziecko i weźmie długi urlop macierzyński, a nam potrzeba kogoś wydajnego”. Kobietom ciężko się przebić przez różne środowiska. Wciąż uważane są za te słabsze, które potrzebują we wszystkim oparcia i same nie potrafią podejmować decyzji.
Tymczasem prawda nigdy nie jest czarno – biała. Owszem, kobiety z reguły są wrażliwsze, ale tak naprawdę potrafią znieść bardzo dużo. Ile siły potrzebuje matka? Zarówno psychicznej, jak i fizycznej? Kobiety w domach też bardzo ciężko pracują. Sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, wychowywanie dzieci… To kosztuje mnóstwo wyrzeczeń, samozaparcia i właśnie siły. Łatwo jest powiedzieć: ja na to zapracowałem. Ale kto to utrzymuje w dobrym stanie?
Kobiety są niedoceniane.


Wszystko jest jakby lepiej. Nie tnę się. Nie chcę umrzeć. Nie zależy mi nażyciu, ale na śmierci też nie. Mam wyjebane na większość spraw. Zawsze jakoś to będzie, bo jakoś być musi. Nie wiem, czy dobrze, że się tak zmieniłam. Bo nie mam już tak ambitnych planów. Ale przynajmniej czuję się lepiej.
Uczę się kochać. Nie bać skrzywdzenia. Angażować się we wszystko całą sobą.
Uczę się płakać. Nie myśleć, że wtedy jestem słaba. Bo jestem i nic tego nie zmieni. A już na pewno udawanie przed sobą.
Uczę się być szczęśliwa. Po prostu i bez żadnych powodów.

Ateizm pod presją.

Brak komentarzy


Ateizm. W pewnym momencie swojego życia też byłam ateistką. Teraz, gdyby się głębiej nad tym zastanowić… Nie wiem czy wierzę. Raczej nie. Ale wpojone mam do końca świadomości, że tak. Przesiąknięta świadomością, że jeśli nie będę chodziła do Kościoła skończę w pieklę, nie mogę o tym nawet myśleć, bo nie potrafię tego stwierdzić.

Ale kiedyś wiedziałam, że nie. Byłam tego pewna. Nie chodziłam do kościoła i nie bałam się o tym mówić. Spoglądano na mnie krzywo. Lepiej traktowano dziewczynę, która co niedziela chodziła do kościoła, paliła, a dzień przed mszą upijała się na umór i puszczała w dyskotece. To nic, że grzeszyła gorzej ode mnie. Że biorąc pod uwagę naukę kościoła, ja byłam w lepszej sytuacji.

Polska nie jest krajem tolerancyjnym dla ateistów. Kościół jako instytucja bierze udział w większości przedsięwzięć naszego kraju. Strasznie mnie to denerwuje. Kościół nie może zabronić nam niczego, bo sam Bóg dał nam wolną wolę. Nie może zabronić in vitro, bo mamy wolny wybór. Jeśli nasze sumienie nam na to pozwala, sami podejmujemy decyzję. Kościół może wskazywać. Mówić, co według niego jest dobre, a co złe.


Mamusiu!…

Brak komentarzy


Mamusiu… Mamusiu… 


coś się stało..ja żyję..
Ja naprawdę żyję..
Dar życia otrzymałam..
O! Braciszka z boku poznałam..
On też prawdziwie się raduje..
I świata oczekuje..
Dzięki Ci mamusiu..
I kochany tatusiu..
Braciszku!
Patrz, coś się stało..
Jakieś światło się tu dostało..
Jakieś narzędzie błyszczące..
Ała! Jakieś kłujące..
Braciszku co oni Ci robią?
Dlaczego dziurę w brzuszku Ci skrobią?
Mamusiu!
Braciszka rozrywają..
Rączki mu wyrywają!
Właśnie wykłuli mu oko..
serduszko rozdarli głęboko..
Jestem krwią braciszka zbryzgana..
Mamusiu moja kochana..
Już nie ma Nas dwoje – zostałam sama..
Jak ja się mamusiu boję..
Pocę się w kolorze krwi..
Mamusiu!
Nie pozwól umrzeć mi! Mamusiu!
Ten potwór paluszki mi obcina..
Już jest kaleką Twoja dziecina..
Mamusiu!
Co ja takiego zrobiłam?
Ja tylko życiem się cieszyłam..
Mamusiu! Ja jestem miłością Boga dla Ciebie..
On naprawdę chce mieć Nas w niebie?
Jego miłość nigdy sie nie kończy..
Nawet po śmierci się sączy..
Ratunku mamo!
On urwał mi już kolano..
Tatusiu! Ja będę Twoim skarbeczkiem..
Będę Twoim aniołeczkiem..ale pomóż mi..
Niech nie wyrywa mi drugiej rączki..
Mamusiu! Tatusiu!
Ja mogę być głodna..nie potrzebuję pieniędzy..
Kochani! Ja mogę żyć w nędzy..
A nie pozwólcie aby mnie zamordowali..
I życie mi zabrali..
Mamusiu, ja jestem jeszcze mała..
Ja będę zawsze Cię kochała..
W Twojej starości będę promyczkiem słońca..
Będę miłością Cię obdarzała do dni twoich końca..
Mamusiu! Jakiś błyszczący nóż..
Gardło podrzyna mi już..
Nawet nie wiem jak Wy wyglądacie..
I dlaczego mnie nie kochacie?
Mamusiu!
Czy ja umieram dlatego, że tatuś Cię dręczy?
Że Cię nie kocha i męczy?
Ja Cię tysiąc razy mocniej będę kochała..
Ja – Twoja córunia mała..
Ja będę Ci buzi na dobranoc dawała..
Ja się będę z Tobą bawiła i śmiała..
Nie pozwól żebym została zmasakrowana!
Mamusiu!
On teraz szczypcami oczy mi rozdusi..
Nie będę widziała mojej mamusi..
A ty mnie mamusiu będziesz widziała. .
Spójrz do śmietnika..tam będę leżała..
Mamusiu!
Dlaczego życie mi dałaś?
I tak okrutnie je odebrałaś?
Mamusiu patrz!
Twoją córunię w krematorium spalili..
A duszy jej nie zabili..
Ja w Twoim umyśle będę żyła..
Będę po nocach Ci się śniła..
I będę po nocach do Ciebie wołała..
Ja – Twoja córunia mała..
Mamusiu!
Dlaczego zatykasz uszy?
Przecież nikt Cię nie ogłuszy..
To przecież ja..Twój skarbek kochany..
Ten, co miał brzuszek rozerwany..
Mamusiu!
Pamiętasz jak się bałam?
Jak o pomoc do Ciebie wołałam?
A pamiętasz mamusiu oczy tego lekarza?
Co śmiercią dzieci obdarza?
Kto mu dał prawo, by zabił Twoją dziecinę?
Twoją niewinną kruszynę mamo..
Czy ta powolnej śmierci porcja..
Nazywa się aborcja?
Mamusiu moja kochana..
Dlaczego cierpisz i jesteś załamana?
To przecież ja – Twoja córunia..
Mamusiu moja, gdybyś wtedy mnie ocaliła..
Mamusiu!
W Twoim sumieniu będę ciągle żyła..
I będę za Tobą bardzo tęskniła..
Że Twoja córeczka najbardziej by Cię kochała..
Mamusiu moja


Ja nawet teraz jestem Twoja!




  • RSS
  • RSS