uks blog

Twój nowy blog


Byłam wczoraj w kościele. Jest teraz biały tydzień… Widziałam te podekscytowane kościołem, gośćmi, koleżankami i kolegami, a może w niektórych przypadkach Chrystusem przyjętym do serca, dziewczynki. Uśmiechnięte, szczęśliwe, wierzące. I zastanawiałam się kiedy ja taka byłam. Bo wydaje się, że to było wczoraj. Kiedy zdążyłam zmienić się w tą dziewczynę, którą jestem teraz? W którym momencie mężczyźni zaczęli oglądać się za mną na ulicy? Patrzeć na mnie nie jak na dziecko, tylko kobietę? Składać mi niemoralne propozycje, bardziej lub mniej otwarcie, ale zawsze? Kiedy obcy faceci zaczęli prosić mnie o numer telefonu? Kiedy zaczęli mnie całować? Przecież jeszcze wczoraj byłam tą niewinną dziewczynką…

A w którym momencie JA zaczęłam prowokować? Patrzeć prosto w oczy? „Łapać kontakty wzrokowe? Bawić się facetami? Odwzajemniać pocałunki? Kiedy zaczęłam przeklinać?

Kiedy przestałam wierzyć w Boga? I kiedy zaczęłam znowu ufać Bogu? Kiedy przestałam bezgranicznie wierzyć w to, co mi mówiono? Kiedy zaczęłam zadawać pytania, drążyć? Kiedy zaczęłam dyskutować? Kiedy postanowiłam mieć własne zdanie i trzymać się tego?

Co się stało przez ten czas? Dzieciństwo zniknęło bezpowrotnie?

Chciałabym być znowu dzieckiem. Bawić się na podwórzu. Nie musieć podejmować decyzji. Żyć chwilą. Nie mieć zmartwień. Nie wiedzieć o wielu rzeczach.

Teraz już nikt mnie nie chce chronić. Ludzie mówią mi jak jest. A ja… chciałabym czasem usłyszeć kłamstwo i w nie uwierzyć. Jak mała dziewczynka beztrosko pobawić się lalkami, tworząc im świat, jaki sama chciałabym mieć.

To wszystko jest jak jeden dzień, w którym dzieje się tak dużo, iż w pewnym momencie już nie wiesz, co było wczoraj, co przedwczoraj, przedwczoraj co zdarzyło się dzisiaj.

Życie jest zdecydowanie za trudne.


To pomaga. Nie wiem jak. To akt autodestrukcji. Masochizmu. Potworny. Bolesny.

Pozwala przelać ten ból psychiczny na fizyczny. Łatwiej sobie poradzić z piekącą ręką niż poczuciem winy. W jakiś banalny, paradoksalny i niepojęty sposób pozwala go tam zostawić, w tej sznycie. Wymywa go krew.

Nie tnę się dla zasady. Bo tak robią emo. Albo z innych idiotyczny pobudek. Po prostu za ciężko jest mi sobie poradzić z tym wszystkim. A najciężej z samą sobą. Robię rzeczy, których żałuję. I jednocześnie nie żałuję.

Ciężko to wytłumaczyć.

Tak jak niektórym pomaga krzyk. Innym bicie kogoś. Tak mi to. I, moim zdaniem, jest najlepszym z tych sposobów, bo niszczę tylko i wyłącznie samą siebie…

 



Lubię prowokować. Kręci mnie to. Nic na to nie poradzę.
Nie chodzi mi o  jakieś stałe związki, nic z tych rzeczy. Kocham jedną osobę. Tak mi się wydaje. Ale lubię, kiedy faceci zawieszają na mnie wzrok, spoglądają na mój tyłek, kiedy siedzę w autobusie, puszczają oczka w Macu albo krzyczą z samochodu na mój widok. Itp.

 
Wkurza mnie tylko, jak ktoś nie chce na tym poprzestać. Jeśli mi się podoba, to okey. Ale jak nie… Prośby o spotkania, nieustanne smsy… Ja się tylko bawię. Taki mały flirt to nic złego. Niezobowiązujący. Przelotny.




 



Nie wiem. Ale lepiej. I to się liczy.
Widzę siebie. Siebie żyjącą. Spowrotem mam marzenia. Zaczęłam znów myśleć o studiach na Harvad, Oxford. O tym, że może mogę coś zrobić…
Bo jeszcze nie wiecie, ale zawsze miałam plan, żeby zmienić świat. Nie wiedziałam jak, ale chciałam to zrobić. I teraz czuję, że znowu chcę. A co ważniejsze, czuję, że mogę. Przynajmniej spróbować. To cudowne uczucie.
Z wolontariatu przy szkole raczej nic nie wyjdzie. Trudno. Najwyżej będę dojeżdżać. W sumie to ja chciałam pracować w szpitalu albo domu małego dziecka, a to moi lekarze i mama zdecydowali, że będzie inaczej. A stanie na moim. Jeszcze tylko pani z BKSu da mi znać, bo jeszcze jest możliwość jednych zajęć i zobaczymy jak to się ułoży.
Przygotowywałam się w ten weekend do egzaminu z bierzmowania… To znaczy do bierzmowania. Teraz wiem, że to było potrzebne. Że na nowo zaczynam odkrywać Boga i odkrywać siebie. Wiem już, że chcę się całkowicie poświęcić i oddać innym ludziom. Tak jak chciałam, zanim się stoczyłam. Teraz wierzę, że będzie dobrze.
Poza tym już za cztery dni mecze. ZA CZTERY DNI MECZE! A ja wciąż nie wierzę:) Bo to moje największe szczęście. Bo tylko tam zapominam o całym cierpieniu i bólu, o wszystkim. Tam jestem sobą. I jestem szczęśliwa. To jest… niesamowite uczucie. Naprawdę niesamowite.
A co do użytkownika pod pseudonimem John…
Dziękuję. Za te wszystkie słowa, których było dużo. Wolontariat to wcześniejszy pomysł, ale dzięki za to, że chciałeś mi pomóc. Dziękuję za wszystko;) I na pewno odezwę się jak będzie lepiej:) Choć myślę, że już jest, i że doczytasz się z bloga:) Pozdrawiam:D



Ja chcę umrzeć. Tak po prostu. Jest mi źle na tym świecie i chcę. Denerwuje mnie to, że wszyscy, którzy o tym wiedzą traktują mnie inaczej z tego powodu. Że nie mogę poruszyć tematu śmierci, bo jestem uciszana i „linczownana”.
Myślę, że każdy powinien mieć wybór. Tylko nie powinna być to decyzja podjęta pod wpływem chwili, jednego zdarzenia.
Kiedyś byłam bardzo religijna i modliłam, żeby zabrał mnie z tego świata, zanim stanę się zła albo niewierząca. Nie byłam nieszczęśliwa, po prostu chciałam odejść. Miałam wtedy jakieś 7-8 lat. Nie zmieniło się to. Wizyty u psychiatry, psychologa, leki też nie pomogły. Teraz jest gorzej, bo jeszcze bardziej przeraża mnie przyszłość. Jest to potworna świadomość wyborów i tego, że każdy może zaważyć na całym moim życiu. Dlatego jest mi tak ciężko. I nie wierzę, że będzie lepiej. Choć śmieję się, w środku czuję ból. I tylko w jednym miejscu jestem szczęśliwa – na stadionie.
„Na ustach uśmiech, a w sercu ból. To najtrudniejsza z życiowych ról”


Dlaczego zachwycamy się tylko bólem? Piękny wiersz – o nieszczęśliwej miłości. Piękny film – melodramat.
Kiedyś słyszałam takie słowa: „Najpiękniejsze utwory powstają ze smutku”.
Uznajemy za piękne niespełnione, nieszczęśliwe miłości, śmierć szlachetną, bądź nieszczęśliwą.
Dlaczego?
Czemu nie nazywamy pięknym czegoś wesołego? Nasza mentalność nie pozwala nam myśleć pozytywnie?
Piękno bólu i cierpienia u innych tak naprawdę nas podbudowuje. Lecz gdy sami cierpimy już nie widzimy w tym nic pięknego. Zastanawia mnie to. Bo to świadczyłoby o tym, że jesteśmy w pewnym stopniu sadystami. Skoro cieszy nas ból innych. A z drugiej strony twierdzimy, iż jesteśmy empatyczni, potrafimy się wczuć w sytuację innych ludzi. Strasznie to skomplikowane. Bo niby mówimy tak, a pokazujemy tak naprawdę coś innego.
Więc kim naprawdę jesteśmy? Sadystyczni czy empatyczni?


Młodzieży potrzebne jest uświadamianie o seksie. Nie uważam, żeby to było demoralizujące, gdyż każdy kiedyś się o ten temat otarł. Kiedy będą wiedzieli co i jak, jak się zabezpieczać itd. będzie mniej niechcianych ciąż czy zakażeń wirusem HIV.
Wiele osób udaje, że wszystko wie, „szpanuje”, że takie informacje nie są mu potrzebne, bo i tak wie lepiej. A tak naprawdę to nie ma o niczym pojęcia. Po prostu nie potrafi się przyznać przed rówieśnikami czy innymi ludźmi, że nie ma wiedzy w tym zakresie, bo uważa iż to wstyd. Lekcje, jeśli będą obowiązkowe, to osoba nie będzie narażona na stanie się pośmiewiskiem, a na pewno doinformowana będzie.
Poza tym niewiedza prowadzi do chęci odkrycia. Dlatego wiele osób decyduje się na seks we wczesnym wieku, bo chce zobaczyć „jak to jest”, a później żałuje swojej decyzji. Nie wie, jak sprawdzić, czy jest gotowa na współżycie. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. A za wcześnie podjęta inicjacja może zostawić ślad do końca życia właśnie na psychice i fizyczności. Nieraz prowadzi do depresji, czy samobójstwa.
Dlatego tak ważna jest edukacja w tej dziedzinie. O demoralizacji możemy mówić wtedy, gdy się kogoś namawia do spróbowania itp., a nie kiedy próbuje się go ustrzec przed złą decyzją.


A to normalnie piosenka o mnie. Brit trafiła w dziesiątkę;)

I think I did it again
I made you believe we’re more than just friends
Oh baby
It might seem like a crush
But it doesn’t mean that I’m serious
‚Cause to lose all my senses
That is just so typically me
Oh baby, baby

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

You see my problem is this
I’m dreaming away
Wishing that heroes
They truly exist
I cry, watching the days
Can’t you see I’m a fool in so many ways
But to lose all my senses
That is just so typically me
Baby, oh

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

Yeah yeah yeah yeah yeah yeah
Yeah yeah yeah yeah yeah yeah

„All aboard”
„Britney, before you go, there’s something I want you to have”
„Oh, it’s beautiful, but wait a minute, isn’t it…?”
„Yeah, yes it is”
„But I thought the old lady dropped it into the ocean in the end”
„Well baby, I went down and got it for you”
„Oh, you shouldn’t have”

Oops!… I did it again to your heart
Got lost in this game, oh baby
Oops!… You think that I’m sent from above
I’m not that innocent

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

Oops!… I did it again
I played with your heart
Got lost in the game
Oh baby, baby
Oops!… You think I’m in love
That I’m sent from above
I’m not that innocent

 


Wydaje mi się, iż wielu ludzi źle postrzega słowo „przyjaciel”. Określa się nim człowieka, z którym spędza się najwięcej czasu, z którym można się pośmiać i pobawić. A tymczasem jest trochę inaczej. Prawdziwy przyjaciel to taki, na którego zawsze można liczyć. Kiedy jest Ci źle zawsze będzie z Tobą, nawet jeśli on ma świetny humor, a Ty masz doła, to będzie z Tobą. Po prostu będzie. Jeśli tego nie chcesz, nie zadaje pytań. Fajnie jest czasem pomilczeć. Nawet jak nie spotykasz go zbyt często, za to rozmawiacie przez telefon, to przez ten telefon też można sobie z nim pomilczeć.
Prawdziwy przyjaciel to taki, który bez względu na kłótnie i spory będzie Cię kochał. Powie, co myśli i na tym koniec. A nawet jeśli się do siebie nie odzywacie, kiedy potrzebujesz pomocy, zapomni o tym i pomoże Ci. Bez względu na wszystko i wszystkich. Nie obchodzi go, że może jesteś brzydka, nielubiana, masz swoje poglądy zupełnie różne. Potrzebujecie siebie nawzajem i zaspakajacie te potrzeby, i to wystarcza. Ten ktoś może być daleko, ale sercem jest blisko.

W internecie znalazłam takie fajne prawdy o przyjaciołach:) Zacytuję;)

Fałszywy przyjaciel: nazywa twoich rodziców pan/pani
Prawdziwy przyjaciel: nazywa twoich rodziców mamo/tato

Fałszywy przyjaciel: nigdy nie widział jak płaczesz
Prawdziwy przyjaciel: płacze razem z tobą

Fałszywy przyjaciel: pożycza twoje rzeczy i po chwili oddaje
Prawdziwy przyjaciel: pożycza twoje rzeczy i zapomina, że w ogóle są twoje

Fałszywy przyjaciel: wie o tobie parę rzeczy
Prawdziwy przyjaciel: mógłby napisać o tobie książkę z twoimi dokładnymi cytatami

Fałszywy przyjaciel: zostawi cię, jeśli zrobi to reszta
Prawdziwy przyjaciel: skopie reszcie tyłki za zostawienie cię

Fałszywy przyjaciel: zapuka do twoich drzwi
Prawdziwy przyjaciel: wejdzie do twojego domu z okrzykiem JUŻ JESTEM

Fałszywy przyjaciel: Jest na chwilę
Prawdziwy przyjaciel: jest na całe życie

Fałszywy przyjaciel: będzie obgadywał cię do osób, które cię obgadują
Prawdziwy przyjaciel: walnie osobę, która cię obgaduje

 ··Jeśli zostałbyś dzisiaj zamordowany, to prawdziwy przyjaciel powiedziałby: „Przepraszam cię, ale nie mógłbym być na twoim pogrzebie, bo siedziałbym w celi za zamordowanie tego gnoja, który cię zabił”

Turniej.

Brak komentarzy


Sobota była wspaniała. Cudowna. Płakałam… ze szczęścia. Najpiękniejszy dzień w moim życiu. I co tam jeszcze można powiedzieć:)
A to za sprawą Ogólnopolskiego Turnieju Piłki Nożnej Rocznika ’99 i młodsi o Puchar Wójta Gminy Raszyn. Trwał dwanaście godzin. I było niesamowicie;) Łącznie rozegrano 56. meczów.
Oto zestawienie sześciu najlepszych drużyn:
1. Promotor Górnik Zabrze
2. GKS Katowice
3. Zawisza Bydgoszcz
4. CWKS Legia Bemowo
5. UKS Lolek Łazy
6. UKS Łady
KS Raszyn zajął 9 miejsce:D I to dzięki mnie xD Noo… częściowo;) Bo to ja krzyczałam na te maluchy i w ogóle i wszyscy uważali, że nie mają szans wejść do grupy finałowej „C” a jednak weszli:D Taka jestem dumna;) No i dostałam medal;D
Było w ogóle super. Czułam się taka potrzebna i doceniana. Te mecze to sens mojego życia. W ogóle piłka nożna. Jak jest mecz to nie ma nic poza tym. Nic. Nagle znika cały świat, cała widownia, kibice, zostaje tylko piłka, zawodnicy i bramki. Od czasu do czasu można zobaczyć sędziego. Ale to takie niesamowite przyżycie. Kiedy wygrywa TA drużyna, to aż serce radość rozpiera, aż chce się krzyczeć i skakać z radości.
No i jeszcze pomogłam przy rozdawaniu medali. I w ogóle pomogłam. I jestem taka szczęśliwaaaa;D


  • RSS
  • RSS